Otóż w środę pańcie skończyły lekcje wcześniej. Ala wpadła do domu . Nakramiła mnie,sama coś zjadła. Zaczęło się pakowanie ; butelki z wodą,aparat,zabawki .. Pańcia zaczęła zakładać mi szelki i wyszłyśmy.Za drzwiami czekała już Lunka wraz z Pauliną .
Usłyszałyśmy wraz ze spanielką,że idziemy do ... lasu ! Obydwie byłyśmy bardzo zadowolone z decyzji naszych właścicielek. Blisko mojego (Cziki) dawnego osiedla dreptałyśmy ul. Waryńskiego.
Po dotarciu na garaże skręciłyśmy na polankę i tam szłyśmy już prosto do lasu. Pańcie spuściły nas oczywiście ze smycz. Fajnie było poniuchać po 'starych śmieciach' :) . Ganiałyśmy z Lunką jak oszalałe. Coś poczułam,ale zrezygnowałam z podjęcia tropu,bo Paula i Ala mnie odwołały . Krok po kroku zbliżaliśmy się do lasu . Aż w końcu dotarłyśmy. Po wejściu do 'buszu' od razu z Lusią udałyśmy się 'na tropy' ale niestety ten spacer nie miał być polowaniem,lecz spacerkiem rekreacyjnym . Troszkę się zawiodłyśmy wraz ze spanielką,ale później całkiem o tym zapomniałyśmy i hasałyśmy to za piłeczką,to za patykiem . Lusia jest ode mnie szybsza,więc wygrywała większość wyścigów o zabawkę,ale starałam się . Nagle za naszymi Pańciami pojawił się starszy mężczyzna,ale okazał się przyjazny. Tak czy siak pokazałyśmy mu jakie jesteśmy groźne i odstraszyłyśmy go na wszelki wypadek szczekaniem . Później nic ciekawego się nie wydarzyło. Robiłyśmy postoje na picie i ganiałyśmy za piłeczką.
Ale nie martwcie się to nie koniec naszej przygody !
Po zaplanowanym dotarciu do paśnika leśnego Ala zauważyła u mnie kleszcza,a nawet dwa szybko zawołała Paulinę,która skutecznie prawie zabiła kleszcza. Jak najszybciej oddaliłyśmy się od tego miejsca i Ala wraz z Paulą postanowiły iść na pobliskie stawy. Po dotarciu do miejsca cała nasza czwórka zobaczyła kaczki. Ja na początku chciałam na nie zapolować,ale niestety nie posiadam zdolności pływackich.Ale nie o mnie mowa. To Lunka zrobiła nad wodą wielkie postępy ! Pierwszy raz bez zmuszania weszła do wody !Samiutka. Paulina była bardzo dumna ze swojej suczki. Później dostałyśmy pokarm i dalej szalałyśmy nad stawami. Lunka słysząc komendę 'poluj' lub 'bierz go' od razu czym prędzej biegła do wody.
Spanielka zrobiła wielki postęp i w końcu przełamała swój strach !
Jeszcze przez chwilę obserwowaliśmy kaczuszki i zaczęłyśmy wracać.
Po dotarciu na osiedle XXX-lecia zatrzymałyśmy się koło jednego z bloków na czesanie. Zajęło nam ono 1h.
Potem wracałyśmy już do domów. Padnięte,głodne,ale szczęśliwe !
Teraz po tym długim wpisie FOTKI :)
WKLEJAJCIE NA BLOGI:






































